Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1979. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1979. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 października 2012

Przegląd Toyoty, czyli gorzka chwila prawdy

           Ten dzień musiał się zakończyć szczęśliwie, po prostu musiał. Im bliżej terminu zrobienia badania technicznego, który sobie ustaliłem tym większa była pewność, że wszystko się uda. No po prostu nie mogło być inaczej. A czy było? No właśnie… O tym już poniżej.

           Pan Bohdan niedawno robił przegląd swojej nowej Skody Rapid i uprzejmie doniósł, że popołudniowy dyżur w stacji kontroli pojazdów ma bardzo przyjemny pan pozytywnie nastawiony do starych samochodów. Pięknie! Chcąc jeszcze bardziej zwiększyć swoje szanse na sukces dość mocno zainwestowałem w podniesienie karmy, a poczucie optymizmu i szczęścia nie chciało mnie opuścić. No, bo tak naprawdę dlaczego skoro mogłem przejechać się Toyotą i zdobyć upragniony przegląd. Stwierdziłem zatem, że jeśli się to nie uda teraz to raczej długo przyjdzie mi poczekać na kolejną szansę. Jednym słowem – wszystko albo nic!

           Jeszcze na 2 godziny przed planowaną wizyta dopieszczałem samochód. Wysprzątałem wnętrze, umyłem szyby, wyczyściłem każdy element karoserii z kurzu lekko zwilżoną szmatką, a potem jeszcze przetarłem wszystko na sucho. Dokręciłem akumulator, zrobiłem porządek w bagażniku, a chromy świeciły lepiej niż słońce w najbardziej słoneczny dzień. Wyścig z czasem trwał :-).

           Kiedy skończyłem, zabrałem wszystkie potrzebne dokumenty i poszedłem odpalić maszynę. Jechałem bojowo nastawiony sprawdzając od razu na co stać to cudeńko. Jechało sie rewelacyjnie i poza jednym przypadkiem, kiedy podczas hamowania silnikiem samochód zgasł, nie zauważyłem niczego niepokojącego. Maksymalnie jechałem 70 km/h i nabierałem jeszcze większej pewności, że wszystko się uda. Kiedy dojechałem do stacji kontroli pojazdów nie było żadnej kolejki. Drzwi były opuszczone prawie do końca, wiec zaparkowałem i wszedłem do środka pytając czy można zrobić przegląd. Dostałem pozwolenie na wjazd.

           Pierwsze co pan diagnosta zapytał jak tylko wysiadłem z samochodu to czy nie mam dziurawego wydechu :-). Później sprawdził wszystkie światła i wyregulował lewe przednie. Zauważył brak światła mijania. Zdjąłem je, ponieważ nie znałem prawa. Teraz już wiem, że rozporządzenie mówi nie o dacie produkcji samochodu, ale o tym, że samochód musiałby być po raz pierwszy zarejestrowany w kraju przed 1986 rokiem. Toyota została zarejestrowana w 1991 :/. Pan diagnosta ponarzekał trochę na lusterko, ale wytłumaczyłem mu powód wykorzystywania magnesów neodymowych. Następnie wjechał na kanał i wtedy i ja mogłem wreszcie zobaczyć jak wygląda spód samochodu - do tej pory żałuję, że nie nakręciłem filmu, aby pokazać stan nędzy i rozpaczy... Chyba za bardzo przeraził mnie widok :-). W tym momencie stało się jasne, że o przeglądzie, ani samodzielnym powrocie do miasta rodzinnego nie ma w ogóle co marzyć. Pan diagnosta zaoferował możliwość sprawdzenia hamulców za 20 zł, na co oczywiście przystałem, bo chciałem się dowiedzieć co trzeba jeszcze poprawić w Toyocie. Hamulce trzymały dobrze, choć prawy tylny lekko odstawał od pozostałych. Lekko :-).

           Poprosiłem o listę rzeczy do poprawy i Pan był tak miły, że wypunktował mi wszystko co trzeba zrobić. Gdyby były problemy z rozczytaniem to od góry mamy: belka przednia (ostro zjedzona przez rdzę), podłoga (dziury), lusterko lewe (na magnesach, acz mam oryginalne :-)), szyba pasażera (pleksi...), wydech (jedna wielka dziura), tylne przeciwmgłowe (niby jest, ale trzeba znaleźć miejsce, bo zderzaka kroić nie zamierzam), stabilizator przedni - mocowanie, klakson (zastrajkował chyba), siedzenie + mocowanie (obawa, że przy mocniejszym hamowaniu można wylecieć z siedzeniem przez szybę - raczej nie, dlatego znak zapytania :-)). Korzyścią z tego badania, poza poniższą listą, było to, że za samo badanie nie musiałem zapłacić. Niech żyje Pan diagnosta! :-).


niedziela, 22 kwietnia 2012

Mazda 323 FA '79 - film z oględzin

           Ten krótki filmik prezentuje poznaną, podczas wyprawy opisanej w poprzednim poście, Mazdę 323 FA z rok 1979. Podziękowania dla Jaśka za jej udostępnienie i pracę włożoną w edycję. 

           Jeśli ktoś byłby chętny to mam namiary do właściciela. Mówił, że do 25 kwietnia, czyli do dnia kiedy kończy się przegląd, będzie jeszcze możliwy jej zakup. Później najprawdopodobniej zrobi przegląd i ją zostawi dla siebie. Tak więc - kto pierwszy ten lepszy! ;-)

czwartek, 26 stycznia 2012

Relacja video!

Nareszcie! Z prawie 3-tygodniowym poślizgiem i przy wydatnej pomocy brata Janka udało się zmontować, a następnie umieścić w sieci filmik z relacji odbioru samochodu. Prawie kilka godzin materiału zostało skrócone do zaledwie 9 minut, aby w przystępny i szybki sposób przedstawić to, co działo się tego pamiętnego dnia. Z uwagi na stosunkowo niewielkie doświadczenie w edytowaniu filmów proszę o wyrozumiałość i uwagi! Tymczasem zapraszam do oglądania.

Podziękowania też dla dwóch Piotrków, którzy w dużym stopniu przyczynili się do powstania tego filmu i jego barwności. I to nie tylko dlatego, że Jasny miał czerwoną kurtkę :-)



sobota, 14 stycznia 2012

Operacja "homecoming" - przygotowań ciąg dalszy

            Wreszcie udało mi się nadgonić czas i sprowadzić czas wpisów, żeby odzwierciedlały bieżące wydarzenia. Jest czwartek, 5 stycznia i przygotowania do sobotniego odbioru samochodu są w bardzo zaawansowanym stadium. 

            Około południa zadzwonił Pan Piotr z informacjami. Kolejny raz wspominał, że laweta byłaby najlepszym rozwiązaniem z tego względu, że akumulator nie jest w najlepszym stanie i nie ma gwarancji, że samochód nie straci świateł podczas jazdy. Gdyby tak się stało to tylko i wyłącznie w grę wchodziłoby skorzystanie z opcji "laweta". Dodatkowo problem może być w przypadku deszczu, ponieważ wycieraczki nie są w najlepszym stanie... Pod względem mechanicznym nie ma z nimi problemu, ale pióra już się zużyły i coś tam dodatkowo jeszcze odpadło. Do omówienia została kwestia ubezpieczenia OC i zrobienia badania technicznego. Z ubezpieczeniem nie powinno być problemu, ale badanie techniczne to już zagadka i tak naprawdę kwestia podejścia stacji kontroli pojazdów. W trakcie rozmowy wspomniałem o tajemniczym darczyńcy i wyzwaniu przede mną postawionym i Pan Piotr, wspierający mnie bardzo od samego początku, postanowił sprawdzić jakie są możliwości zakupienia akumulatora na miejscu oraz ubezpieczenia samochodu. Gdyby udało się przejść pozytywnie przegląd, to trzeba by "tylko" kupić akumulator (na promocji w TESCO :-)), wycieraczki, wykupić ubezpieczenie, ubrać się ciepło, modlić się o brak deszczu, a przede wszystkim śniegu (letnie opony), no i oczywiście przejechać 280 km, najlepiej jeszcze przed zapadnięciem zmroku. Bułka z masłem! :-). Na wszelki wypadek spełniłem swoją obietnicę i skontaktowałem się z firmami świadczącymi usługi transportowe autolawetą. Oto lista potencjalnych kandydatów:

Kalisz - p. Przemek 700 zł, p. Andrzej 600-700 zł, była jeszcze opcja za 1400, ale od razu została wyeliminowana;
Konin - p. Marcin 1160 zł
Łódź - p. Robert 450 zł, inna opcja 500 zł
Sochaczew - jedna propozycja 350 zł, druga 250 złotych
Warszawa - tutaj numerów tyle ilu samozwańczych trenerów reprezentacji, a ceny już raczej grac roli nie będą, jak uda się dojechać aż w okolice stolicy! Jak trzeba będzie to nawet popcham!

Podsumowując:

Kierowca - jest,
Autolawety - są i czekają na sygnał, aby ruszyć na pomoc. Mam nadzieję, że nie będzie potrzeby korzystania z ich usług,
Pogoda - nie do końca pewne czy gra w naszym zespole. Wszystkimi możliwymi kanałami oraz środkami nacisku starałem się powstrzymać zimę z dala od naszego kraju. Tych, którzy liczyli na białe Święta, przepraszam bardzo, ale Toyota Corolla KE30 nie mogła bez dachu nad głową cierpieć na dworze z zimna. Jak sprawdzałem pogodę rano pokazywali słoneczko za chmurą w Kaliszu w sobotę, a w niedzielę już śnieg. Jest zatem cień szansy,
Ubezpieczenie - na miejscu załatwimy,
Badanie techniczne - na miejscu, kontakt nawiązany,
Ciepłe ubranie - będzie!


Jeśli coś przeoczyłem to dajcie mi znać, koniecznie! Cały czas mam mętlik w głowie i nie wiem ostatecznie na co się zdecydować – pomyślę jeszcze w piątek i oczywiście będę wdzięczny za wszelkie sugestie. Tymczasem poniżej przedstawiam stan samochodu z połowy grudnia 2011 roku.













            

Wprowadzenie

Jestem osobą, którą stosunkowo niedawno spotkało ogromne szczęście. Mianowicie już za kilka dni stanę się pełnoprawnym właścicielem pięknego samochodu Toyota Corolla KE30 z 1979 roku. Tym samym spełni się jedno z moich marzeń. Cała historia już od samego początku nosiła znamiona wyjątkowej. Była to przysłowiowa miłość od pierwszego wejrzenia i głęboko w sercu czułem, że pisane jest nam być już razem, na zawsze. Jak to powiedział mój przyjaciel "ten samochód już cię kupił" zanim ja zrobiłem coś odwrotnego - kupiłem jego. Pozytywna energia w połączeniu z adrenaliną nie pozwalały mi spać, a tysiące myśli i pomysłów przelatujących w mgnieniu oka nie dawało mi spokoju. 

W efekcie tych rozmyślań zrodził się pomysł podzielenia się ze światem moim szczęściem i przekazywania tej pozytywnej energii dalej. Stąd też ten blog. Powodów na jego powstanie było tak dużo, że nie jestem nawet w stanie zdecydować, który z nich był najważniejszy. Podam po prostu te główne w kolejności ich przychodzenia mi do głowy. Zakładając bloga chciałem:
  • dzielić się moją pasją i radością z innymi o czym wspomniałem już wcześniej;
  • zmotywować się do wytrwania w postanowieniu w myśl zasady znanej z psychologii - im większej ilości osób o czymś powiesz, tym większa będzie motywacja do działania;
  • otrzymać szeroko pojęte wsparcie od osób dzielących moją pasję, a w szczególności osób, które są lub były właścicielami Toyoty Corolli KE30;
  • informować na bieżąco o moich poczynaniach oraz postępach w realizacji projektu wszystkich zainteresowanych;
  • stworzyć pewnego rodzaju pamiątkę/pomnik/monument dla tego wspaniałego samochodu oraz wszystkich wspaniałych ludzi, którzy mieli, maja, bądź będą mieć z nim do czynienia;
  • dotrzeć do osób, które może zainspirowane projektem będą chciały pójść moim śladem i same zdecydują się na podobne działania;
  • skończyłem maraton sagi fantasy George'a R.R Martina Pieśń Lodu i Ognia (4839 stron w 75 dni) i muszę zapełnić czymś tę ogromną pustkę, którą czuję czekając na kolejne 2 tytuły :-);
  • mieć odskocznię od tego zwariowanego świata, swoisty azyl gdzie będę mógł ładować baterie, wyciszać się i rozmyślać - kiedyś mężczyźni patrzyli w ogień, aby zebrać siły - ja będę to robić polerując karoserię samochodu :-);
  • i wiele, wiele innych.
Czym zatem jest Project KE30? Otóż Project KE30 jest przede wszystkim zbiorem relacji związanych z przywróceniem samochodu Toyota Corolla KE30 do jej prawowitego, wzbudzającego ogromny szacunek i podziw stanu wizualnego, jak i mechanicznego. Kiedy już cel ten zostanie osiągnięty skupię się na dokumentowaniu jego dalszych, heroicznych losów. Ostateczna forma nie jest do końca znana, ale na pewno będzie mnóstwo zdjęć, filmów, relacji, a nawet przemyśleń filozoficznych zrodzonych w trakcie wielu godzin spędzonych wspólnie.

Zbliżając się już powoli do końca wpisu chciałbym prosić wszystkich o dzielenie się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami, przemyśleniami oraz wszystkim, co przyjdzie Wam do głowy podczas śledzenia wpisów na tym blogu, nawet jeśli nie jest to bezpośrednio związane z jego tematem przewodnim. Będę wdzięczny za wszelkie sugestie, uwagi, słowa krytyki w takim samym stopniu, jak za słowa otuchy motywujące mnie do dalszej pracy, wskazówki czy też zawsze mile widziane słowa uznania :-). Zostawiajcie komentarze, piszcie wiadomości, pytajcie o stan samochodu, grubość lakieru, poziom oleju w silniku – jednym słowem dawajcie znać. Ze swojej strony obiecuję odpisywać szybko na miarę moich skromnych możliwości!