Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podłoga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podłoga. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2013

Podłoga już naprawiona!

           Trochę mi się zeszło , bo film nakręcony był pod koniec stycznia 2013, a wrzucony prawie po 2 miesiącach, ale najważniejsze, że się udało i można zaprezentować jaki jest obecny stan Toyoty. Jak już wspominałem szukam cały czas błotników i maski oraz ewentualnego transportu dla nich i z każdym kolejnym dniem jestem bliżej dopięcia swego. O wszystkim będę oczywiście w miarę możliwości starał się na bieżąco informować. Każdą pomoc przyjmę z wielką wdzięcznością :-).
           Zastanawiałem się ostatnio nad tym ile osób przewinęło się już podczas realizacji tego projektu i wydaje mi się, że trzeba będzie pomyśleć nad jakimś monumentem upamiętniającym wkład każdej z tych osób. Miłego oglądania!

czwartek, 3 stycznia 2013

Tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

           Tak mocno zaangażowałem się w pisanie poprzednich postów, że zanim się spostrzegłem, a już Nowy Rok zawitał. Ufff... Dobrze, że wśród noworocznych postanowień nie znalazł się zapis o bardziej systematycznych, ciekawszych i inteligentniejszych wpisach, bo żadnego z przymiotników-marzeń nie dałoby rady przekuć w rzeczywistość :-). Zatem kontynuując projekt, bez większej presji, ale z ogromnym zaangażowaniem, postanowiłem wreszcie skorzystać z know-how przekazanego mi przez Pawła (pozdrawiam serdecznie!) z PetrolHearts.pl i na moim 4-letnim laptopie udało mi się wyedytować trochę filmiki nakręcone jeszcze w sierpniu 2012 roku. Filmiki połączyłem w jeden, na którym prezentowany jest stan podłogi na tamten moment. Testu śrubokrętu nie robiłem, ale każdy średnio widzący człowiek jest w stanie zobaczyć, że był on zbędny :-). Żeby nie psuć niespodzianki nie zdradzę jak to wygląda na dziś :-).
           Tych, którzy horrory traktują w kategorii kaszki z mleczkiem zapraszam do oglądania, a wszystkim pozostałym radzę zabrać kogoś bliskiego do trzymania za rękę, no i pewnie paczka chusteczek też nie zaszkodzi. Przed Państwem 2 minuty i 34 sekundy CAŁEJ PRAWDY O TOYOCIE! :-)

środa, 24 października 2012

Przeprowadzka poza miasto

           Porażka podczas badania stanu technicznego Toyoty dała mi niezbędny impuls do tego, żeby zająć się tematem najbardziej palącym - dziurawym wydechem i poszatkowaną podłogą. Nie mając żadnego rozeznania w kwestii dobrych warsztatów samochodowych w Warszawie postanowiłem poszukać w okolicy miejsca zamieszkania, aby mieć pewność, że dojadę na miejsce zanim siedzenie wypadnie przez dziurę w podłodze :-).
           Akurat tak dobrze się składa, że jadąc do pracy i z powrotem mijam zakład specjalizujący się w samochodach japońskich. Zawsze z podziwem przyglądam się placowi na terenie zakładu oraz przed - wszystkie miejsca zajęte. Stwierdziłem, że będzie to dobre miejsce, aby zacząć moje poszukiwania dobrego specjalisty. Nie wiedziałem jednak, że tam też się one skończą :-). Okazało się, że specjalistów właściciel miał wielu, jeden nawet z samochodu zwiniętego w rulonik po wypadku jest w stanie zrobić naprawdę fantastyczny jeżdżący okaz zdrowia. Dowiedziałem się też, że moja Toyota nie jest warta takiego poświęcenia pieniędzy właściciela i umiejętności zleceniobiorcy. Co innego "o ten tam właśnie stojący Jaguar, widzi Pan?". Widziałem. Jakbym już mało bluźnierstw się na słuchał to dodatkowo kwota za usługę (bagatela 5 tys. złotych...) była skuteczniejsza niż uderzenie młotka w głowę. Cień niknącej nadziei pojawił się jeszcze wraz z mową końcową, w której dowiedziałem się, że "może jakiś człowiek w warsztacie poza Warszawą będzie miał 2 tygodnie, żeby sobie spokojnie to wszystko powycinać i pospawać za, tak powiedzmy, 2 tysiące złotych". Hmm... Zawsze odrobinę taniej.
           Nie było już sensu trzymać Toyoty w Warszawie, gdzie tak naprawdę nie miała co liczyć na poważne i pełne szacunku traktowanie. Brzydkie kaczątko musiało zaszyć się zdala od wielkiego miasta, aby móc spokojnie przepoczwarzać się w pieknego łabędzia. W kontekście przemiany z pomocą przyszła teściowa, a konkretnie jej kontakty, wśród których znalazł się Pan Janek - mechanik z wieloletnią praktyką, tytułowany "artystą" przez swoich kolegów po fachu. No i tak doszło do przeprowadzki.
           Pewnego razu podczas odwiedzin rodzinnych stron zajechałem do Pana Janka, aby zobaczyć jak postepują prace. Zrobiłem kilka zdjęć, które prezentuję poniżej i 2 filmiki, ale na te przyjdzie czas. Proszę nie uważać, że ten pająk na pierwszym zdjęciu świadczy o tym, że nic się nie dzieje. Co to, to nie :-). Podziurawiona ta Corolka, oj podziurawiona. Nic tylko czekać, aż będzie można przedstawić jej lepszy obraz. A to mam nadzieję nastąpi już wkrótce!
Podłóżnica po stronie kierowcy

Podłoga po stronie kierowcy
Podłóżnica po stronie pasażera
Podłoga po stronie pasażera

wtorek, 23 października 2012

Przegląd Toyoty, czyli gorzka chwila prawdy

           Ten dzień musiał się zakończyć szczęśliwie, po prostu musiał. Im bliżej terminu zrobienia badania technicznego, który sobie ustaliłem tym większa była pewność, że wszystko się uda. No po prostu nie mogło być inaczej. A czy było? No właśnie… O tym już poniżej.

           Pan Bohdan niedawno robił przegląd swojej nowej Skody Rapid i uprzejmie doniósł, że popołudniowy dyżur w stacji kontroli pojazdów ma bardzo przyjemny pan pozytywnie nastawiony do starych samochodów. Pięknie! Chcąc jeszcze bardziej zwiększyć swoje szanse na sukces dość mocno zainwestowałem w podniesienie karmy, a poczucie optymizmu i szczęścia nie chciało mnie opuścić. No, bo tak naprawdę dlaczego skoro mogłem przejechać się Toyotą i zdobyć upragniony przegląd. Stwierdziłem zatem, że jeśli się to nie uda teraz to raczej długo przyjdzie mi poczekać na kolejną szansę. Jednym słowem – wszystko albo nic!

           Jeszcze na 2 godziny przed planowaną wizyta dopieszczałem samochód. Wysprzątałem wnętrze, umyłem szyby, wyczyściłem każdy element karoserii z kurzu lekko zwilżoną szmatką, a potem jeszcze przetarłem wszystko na sucho. Dokręciłem akumulator, zrobiłem porządek w bagażniku, a chromy świeciły lepiej niż słońce w najbardziej słoneczny dzień. Wyścig z czasem trwał :-).

           Kiedy skończyłem, zabrałem wszystkie potrzebne dokumenty i poszedłem odpalić maszynę. Jechałem bojowo nastawiony sprawdzając od razu na co stać to cudeńko. Jechało sie rewelacyjnie i poza jednym przypadkiem, kiedy podczas hamowania silnikiem samochód zgasł, nie zauważyłem niczego niepokojącego. Maksymalnie jechałem 70 km/h i nabierałem jeszcze większej pewności, że wszystko się uda. Kiedy dojechałem do stacji kontroli pojazdów nie było żadnej kolejki. Drzwi były opuszczone prawie do końca, wiec zaparkowałem i wszedłem do środka pytając czy można zrobić przegląd. Dostałem pozwolenie na wjazd.

           Pierwsze co pan diagnosta zapytał jak tylko wysiadłem z samochodu to czy nie mam dziurawego wydechu :-). Później sprawdził wszystkie światła i wyregulował lewe przednie. Zauważył brak światła mijania. Zdjąłem je, ponieważ nie znałem prawa. Teraz już wiem, że rozporządzenie mówi nie o dacie produkcji samochodu, ale o tym, że samochód musiałby być po raz pierwszy zarejestrowany w kraju przed 1986 rokiem. Toyota została zarejestrowana w 1991 :/. Pan diagnosta ponarzekał trochę na lusterko, ale wytłumaczyłem mu powód wykorzystywania magnesów neodymowych. Następnie wjechał na kanał i wtedy i ja mogłem wreszcie zobaczyć jak wygląda spód samochodu - do tej pory żałuję, że nie nakręciłem filmu, aby pokazać stan nędzy i rozpaczy... Chyba za bardzo przeraził mnie widok :-). W tym momencie stało się jasne, że o przeglądzie, ani samodzielnym powrocie do miasta rodzinnego nie ma w ogóle co marzyć. Pan diagnosta zaoferował możliwość sprawdzenia hamulców za 20 zł, na co oczywiście przystałem, bo chciałem się dowiedzieć co trzeba jeszcze poprawić w Toyocie. Hamulce trzymały dobrze, choć prawy tylny lekko odstawał od pozostałych. Lekko :-).

           Poprosiłem o listę rzeczy do poprawy i Pan był tak miły, że wypunktował mi wszystko co trzeba zrobić. Gdyby były problemy z rozczytaniem to od góry mamy: belka przednia (ostro zjedzona przez rdzę), podłoga (dziury), lusterko lewe (na magnesach, acz mam oryginalne :-)), szyba pasażera (pleksi...), wydech (jedna wielka dziura), tylne przeciwmgłowe (niby jest, ale trzeba znaleźć miejsce, bo zderzaka kroić nie zamierzam), stabilizator przedni - mocowanie, klakson (zastrajkował chyba), siedzenie + mocowanie (obawa, że przy mocniejszym hamowaniu można wylecieć z siedzeniem przez szybę - raczej nie, dlatego znak zapytania :-)). Korzyścią z tego badania, poza poniższą listą, było to, że za samo badanie nie musiałem zapłacić. Niech żyje Pan diagnosta! :-).