Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalisz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalisz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 stycznia 2012

Relacja video!

Nareszcie! Z prawie 3-tygodniowym poślizgiem i przy wydatnej pomocy brata Janka udało się zmontować, a następnie umieścić w sieci filmik z relacji odbioru samochodu. Prawie kilka godzin materiału zostało skrócone do zaledwie 9 minut, aby w przystępny i szybki sposób przedstawić to, co działo się tego pamiętnego dnia. Z uwagi na stosunkowo niewielkie doświadczenie w edytowaniu filmów proszę o wyrozumiałość i uwagi! Tymczasem zapraszam do oglądania.

Podziękowania też dla dwóch Piotrków, którzy w dużym stopniu przyczynili się do powstania tego filmu i jego barwności. I to nie tylko dlatego, że Jasny miał czerwoną kurtkę :-)



sobota, 14 stycznia 2012

Homecoming

W sobotę, 7 stycznia, udało się wstać o odpowiedniej porze ok. 5:40. Poprzedniego wieczoru starałem się odpowiednio przygotować, ale w TV leciał Władca Pierścieni i w sumie nie do końca mogłem się skupić. Dodatkowo dzwonił Pan Piotr (jeszcze "pan", ponieważ oficjalnie przeszliśmy na "ty" w sobotę;-)) odnośnie umowy i opowiadał o trzęsieniu ziemi, które nawiedziło okolice Kalisza. Jak nic była to reakcja związana z planowanym następnego dnia odbiorem samochodu :-). Z właścicielem rozmawialiśmy stosunkowo długo snując jeszcze przyszłościowe plany związane z Toyotą KE30. Wracając do meritum. Rano jeszcze dorzuciłem trochę ciepłych ubrań, które miały być potrzebne w przypadku powrotu samochodem do Warszawy. Tak przygotowany wyszedłem czekać na Piotrka w umówionym miejscu.

Wyjeżdżając z Warszawy mieliśmy mały problem, bo wszystko w budowie z czym nieaktualna mapa w GPS-ie nie potrafiła sobie poradzić. Ostatecznie trafiliśmy jednak na odpowiednią drogą, później na autostradę A2 i około 10:15 byliśmy już w Kaliszu. Okazało się, że Pan Piotr nie wierzył aż tak bardzo w naszą motywację, spodziewając się nas około 11 przez co w chwili naszego przyjazdu zajmował się osobistymi sprawami. Korzystając z pomocy nawigacji dotarliśmy na osiedle, na którym poznałem parking ze zdjęć, które były zamieszczone na aukcji Allegro. Chwilę zajęło nam znalezienie wjazdu na ów parking, ale później, bez większych problemów znaleźliśmy cel naszej podróży.

            Po 15 minutach pojawił się właściciel i nastąpiła oficjalna prezentacja. Zaraz po niej zaczęliśmy działania zmierzające do odpalenia Toyoty. Piotr wsadził do niej akumulator, który podładowywał 2 dni wcześniej, ale okazało się, że jest kompletnie rozładowany. Przystąpiliśmy zatem do podpięcia akumulatora kablami z akumulatorem z samochodu Piotra. Jednak i to na niewiele się zdało. Zdycydowanie Toyota przejawiała symptomy onieśmielenia. Kolejne podejście było już zakładało podpięcie Toyoty bezpośrednio pod akumulator Piotra. Przez ułamek sekundy silnik działał, ale na tym próba się skończyła. Piotr stwierdził, że najwyraźniej paliwo jeszcze nie dotarło do silnika i wlał bezpośrednio do gaźnika odrobinę benzyny. Po tej czynności silnik udało się odpalić bez najmniejszych problemów. Włączyliśmy wszystkie światła i uradowani takim obrotem sprawy postanowiliśmy skierować nasze kroki do TESCO w celu zakupu nowego akumulatora. Nie uszło naszej uwadze piękne słońce, które tego dnia świeciło nad Kaliszem. Do tego momentu wszystko szło zgodnie z planem.

            Będąc już w TESCO wybraliśmy odpowiedni model. Okazało się, że był to model prawy plus (P+), a poprzedni akumulator był lewy plus (L+). Poinstruowany dzień wcześniej przed tatę pamiętałem, żeby zwrócić na to uwagę, ponieważ mogłoby się okazać, że przewody akumulatorowe nie sięgnęłyby odpowiednich biegunów. Załatwiając możliwość zwrócenia akumulatora w przypadku jakichkolwiek problemów, zostawiliśmy stary do utylizacji i pojechaliśmy z powrotem na parking.

            Tak szybko przystąpiliśmy do działania uważając na odpowiedni podpięcie przewodów i… niestety nie udało się. Wszystkie nasze zabiegi spełzły na niczym. W ogóle nie zapaliła się kontrolka akumulatora. Po sprawdzeniu bezpieczników okazało się, że jeden z nich jest uszkodzony. Przystąpiliśmy do akcji poszukiwawczej. Z racji tego, że bezpieczniki te są stosunkowo wiekowe można je dostać wyłącznie w sklepach elektronicznych. Udało nam się za 4 razem. Na wszelki wypadek wziąłem całe pudełko :-). Po wymianie nie było jednak zmian i doszliśmy do punktu, w którym nie widzieliśmy większego sensu zwlekania z tym co nieuniknione. Żaden z nas nie posiadał stosownej wiedzy, sprzętu, ani narzędzi, aby dokładnie zbadać przyczynę awarii, a dodatkowo porządnie już zmarzliśmy, więc zadzwoniłem do Pana Andrzeja, który zgodnie z danym słowem zgodził się przyjechać.

            Czekając na lawetę dokonaliśmy niezbędnych formalności przypieczętowanych gorącą herbatą, „pokazowymi” faworkami, a także pysznymi kanapkami. Za tę uprzejmość serdecznie dziękuję mamie Piotra, Pani Grażynie. Otrzymałem też dokument bonusowy od Piotra, a mianowicie zaświadczenie o tym, że spełnił on wszystkie wymagane formalności stojące na drodze do uzyskania samochodu z parkingu policyjnego. W ten sposób kolejna część historii samochodu została ujawniona :-).

            Przypadło mi w udziale wprowadzenie Toyotki na lawetę i muszę przyznać, że pierwsza jazda, choć nie taka jak sobie ją wyobrażałem, była bardzo udana :-). W czasie kiedy Pan Andrzej uwijał się zabezpieczając samochód na lawecie nastąpiło oficjalne i historyczne przekazanie kluczyków przez Piotra. Obyło się bez łez, aczkolwiek dla Piotra były to ciężkie chwile i wspominał już wcześniej, jakim to dziwnym uczuciem będzie patrzenie na parking bez możliwości znalezienia tam Toyoty Corolli. Pewien okres się kończy, inny się zaczyna. Oczywiście Piotr ma bezterminowe zaproszenie na odwiedziny :-). Pożegnaliśmy się wszyscy i ruszyliśmy z Piotrkiem w podróż powrotną do Warszawy.

            Tam już przed 19 zjawił się Pan Andrzej na placu przed wjazdem do parkingu podziemnego. Nie było szans wjechać do środka ze względu na znajdujące się na dachu koguty, więc zepchnęliśmy Toyotę na ulicę i wspólnymi siłami zepchnęliśmy ją do garażu, a później dalej na jej prawowite miejsce.

            Muszę przyznać, że czułem się lekko rozczarowany wydarzeniami sobotniego dnia, a najbardziej tym, że nawet nie było mi dane podjąć wyzwania powrotu Toyotą z Kalisza do Warszawy. Z uwagi jednak na fakt okropnego piszczenia hamulców podczas swobodnego zjazdu do garażu to rozczarowanie uległo zmniejszeniu.

Oczywiście wszystko tak naprawdę może się zmienić po pierwszej oficjalnej, samodzielnej jeździe. Aby podtrzymać optymizm dodam tylko, że wieczorem spadł śnieg! Takie zakończenia właśnie się spodziewałem :-)

Wszystko co zobaczyliśmy będzie można oczywiście zobaczyć w relacji video podsumowującej cały wyjazd. W chwili obecnej jest ona w trakcie tworzenia.

Klamka zapadła - jedziemy!

            Dziś rano przeprowadziłem ostateczną konsultację z centrum dowodzenia i otrzymałem wytyczne odnośnie mojego dylematu. Właściwie można powiedzieć, że nie rozwiązywały go one ostatecznie, ale na pewno stanowiły podwaliny całkiem dobrego planu. Chodziło mianowicie o to, żeby poprosić Pana Piotra o zrobienie przeglądu z samego rana o 7, bo gdyby się okazało, że samochód nie przejdzie badania technicznego to po prostu jadę pociągiem i od razu organizuję autolawetę. A z kolei, gdyby Toyotka przeszła badanie to można by wcielić w życie ów śmiały plan powrotu. Zaoszczędziłoby się wtedy przynajmniej trochę pieniędzy i uniknęło stresu przy jednoczesnym opadnięciu wszystkich emocji. Przez ten cały pośpiech zupełnie o tym nie pomyślałem, a byłoby to naprawdę dobrym krokiem.

            Zadzwoniłem do Piotrka, naruszając spokój dnia wolnego od pracy i zapytałem czy jakieś drobne, ewentualnie zmiany planu wchodziłyby w grę. Ze stoickim spokojem odparł, że on już się mentalnie nastawił na wstanie przed 6 więc możemy kontynuować pierwotny plan, ale jak będą jakieś zmiany to nie ma problemu. Obiecałem, że dam mu znać po rozmowie z Panem Piotrem.

            Przed wprowadzeniem go w tajniki planu z badaniem technicznym miałem cichą nadzieję, że uda się go przekonać do kooperacji, ale nie wziąłem jednego ważnego czynnika pod uwagę. Przecież samochód nie posiada ubezpieczenia OC, więc jazda nim wiązałaby się z ryzykiem, bo w końmcu przyciąga wzrok, a do stacji diagnostycznej kawałek by był do przejechania. Argumentując w ten właśnie sposób Pan Piotr sprowadził mnie szybko na ziemię. Nie było jednak wielkiej tragedii, bo przecież i tak pierwotnie rozważałem przyjazd. Porozmawialiśmy trochę o blogu, renowacji samochodu i naprawie silnika, którą przeszedł, dostałem obietnicę przekazania jeszcze jakichś archiwalnych zdjęć i pożegnaliśmy się z nadzieją spotkania dnia następnego.

            Zadzwoniłem tylko do Piotrka i powiedziałem, że żadnych zmian nie ma, widzimy się w okolicach 6 i jedziemy! Prognoza pogody wskazuje na 20% szans na deszcz w Kaliszu jutro, słońce w niedzielę, a śnieg w poniedziałek. Wygląda na to, że się wszystko opóźniło się o jeden dzień :-). No trudno, postaramy się wyczarować słońce naszym dobrym humorem.

            Na chwilę obecną plan operacji homecoming wygląda następująco:
- ok. 6 rano wyjazd z Warszawy do Kalisza
- przyjazd na miejsce w okolicach 9-10
- podpisanie umowy sprzedaży
- zakupienie ubezpieczenia OC
- pojechanie na badanie
- zakupienie nowego akumulatora i piór do wycieraczek (to ewentualnie możemy zrobić przed badaniem)
- podróż powrotna do Warszawy

            Jak to się wszystko zakończy nie wie chyba nikt. Wszystko zweryfikuje jutro życie. Trzymajcie kciuki i śledźcie wydarzenia czy też zwroty akcji na bieżąco na facebooku.